|
W miasteczku zwanym Wielki Interes Miał swój kantor odważny Prezes. Nie nosił zbroi, w okopie nie siedział Liczył pieniądze których się spodziewał. Mówił: „Pokój ? Piękna rzecz bez wątpienia… Lecz gdzie w tym przychód fortuny marzenia. Tymczasem ludzie ciężko pracujący w znoju Marzą tylko o jednym, o względnym spokoju Więc sponsorował uczone przemowy, Że wróg za płotem stoi już gotowy. Tu sprzedał hełmy, tam znowu mundury, A potem cegły by odbudować mury. Gdy ktoś zapytał: A ci wszyscy ludzie? Ci co nie wrócą po ciężkiej walki trudzie? Machnął rękawem: Nie znam statystyki, Ja tu prowadzę biznes i widzę wyniki. Więc ten księgowy – dokładny człowiek, Sprzedał uzbrojenie, bez mrugnięcia powiek. Zaś ktoś mówi cicho: Mam jedną uwagę… W rubryce zysk zgubiłeś męstwo i odwagę. Tu są kolumny, jakieś procenty i marża, Tu jest dostaw zabójczej broni szarża Zapomniałeś zupełnie, w tym całym amoku Wliczyć pusty talerz i te łzy po zmroku. Kupiec zamilkł zupełnie i zmarszczył swe czoło, Bo nagle wszystko zszarzało wokoło. W liczbach się zgadzał każdy grosz i sztuka, Lecz sensu w tym wszystkim, się nie doszukał. Wtedy zmienił swój szyld nad drzwiami: Nie handluj strachem i cudzymi łzami. Bo wojna – to rachunki które każdy liczy Lecz ten biznes kosztuje cudze życiorysy Myślicie że po tym wszystkim, zmienił się świat? Dalej biznes z interesem mają się za pan brat Dalej sprzedają bomby, czołgi i różne rakiety Dla czyjejś zachcianki, ktoś musi cierpieć niestety. |